Honbu Tsunami Renmei
-strona główna

Mistrzowie judo i jiu-jitsu: Piotr Halladin i Marek Marciniak w Honbu Dojo 12 kwietnia 2011 roku


  

Mistrzowie judo i jiu-jitsu:

Piotr Halladin i Marek Marciniak

w Honbu Dojo 12 kwietnia 2011 roku

 

Warszawa 

 We wtorek 12 kwietnia 2011 roku

 do Honbu Dojo (Centralnej Szkoły Karate Tsunami) w Warszawie przybyli

dwaj wybitni mistrzowie judo i jiu-jitsu

 oraz działacze Federacji:

mjr Piotr Halladin 8 dan jiu-jitsu i 4 dan judo

 i ppłk Marek Marciniak 6 dan jiu-jitsu

 i 3 dan judo. 

 Federacja

Honbu 

Mistrzowie i weterani judo i jiu-jitsu na spotkaniu z soke Ryszardem Muratem 10 dan

w Honbu Dojo 12 kwietnia 2011 roku. Od lewej: mjr Piotr Halladin 8 dan jiu-jitsu

 i 4 dan judo i ppłk Marek W. Marciniak 6 dan jiu-jitsu i 3 dan judo.

 

   Przybyli działacze odbyli robocze spotkanie ze swoim przyjacielem i prezesem Polskiej Federacji Dalekowschodnich Sztuk i Sportów Walki soke Ryszardem Muratem 10 dan. Do spotkania doszło z inicjatywy wymienionych mistrzów.

 

   Obaj wymienieni mistrzowie judo i jiu-jitsu są działaczami Polskiej Federacji Dalekowschodnich Sztuk i Sportów Walki. Mistrz Marek Marciniak jest członkiem Głównej Komisji Rewizyjnej Federacji, zaś mistrz Piotr Halladin pełni funkcję sekretarza tej Komisji.  

 Honbu Dojo

  

W Honbu Dojo (Centralnej

Szkole Karate Tsunami)

w Warszawie mieści się

również siedziba Polskiej

Federacji Dalekowschodnich

Sztuk i Sportów Walki.

Tu odbywają się zebrania

i zjazdy władz Federacji,

a także spotkania jej

liderów i działaczy.

   W trakcie spotkania omówiono szereg kwestii z zakresu działalności Federacji, w tym Stowarzyszenia Mistrzów i Weteranów Judo, które wchodzi w skład Federacji i które reprezentują wymienieni mistrzowie.

   

   Przybyli mistrzowie poruszyli także złożone kwestie następstwa w Polskim Centrum Jiu-jitsu Goshin-ryu po śmierci jego założyciela i przywódcy oraz wiceprezesa Federacji prof. dr Krzysztofa Kondratowicza 12 dan. Nadmienić należy, że obaj byli blisko związani z prof. K.Kondratowiczem, zaś mistrz Piotr Halladin był jego pierwszym uczniem i współpracownikiem przez kilkadziesiąt lat (poczynając od okresu wspólnej służby w Wojsku Polskim).

 

   Omówiony został również uroczysty Zjazd Gala Polskiej Federacji Dalekowschodnich Sztuk i Sportów Walki, który odbędzie się 29 maja 2011 roku w hotelu "SCANDIC" w centrum Wrocławia.

 

   Będzie to najbardziej prestiżowa impreza sztuk walki w Polsce w roku 2011, a zgromadzą się na niej najwyżsi rangą mistrzowie różnych stylów (w tym aż ośmiu posiadaczy najwyższego stopnia mistrzowskiego 10 dan).

 

   O imprezie tej piszemy w artykule: Uroczysty Zjazd Gala Federacji 29 maja 2011 roku we Wrocławiu.

 

Sala  

W tej wspaniałej sali w hotelu SCANDIC WROCŁAW odbędzie się najbardziej prestiżowa

 impreza sztuk walki w bieżącym 2011 roku - Uroczysty Zjazd Gala Federacji 29 maja 2011 roku.

 

   W trakcie spotkania ppłk Marek Marciniak 6 dan jiu-jitsu i 3 dan judo przedstawił życzenie, aby soke Ryszard Murat 10 dan wpisał dla niego autorską dedykację w jego książce "Bitwa partyzancka i zagłada Kolonii Zbędowice 1942".

 

   Jako wysoki oficer Wojska Polskiego i znawca tematyki partyzanckiej wysoko ocenił tę książkę z powodu jej fachowości, ogromnej liczby podanych w niej faktów i ilustracji oraz opisanych w niej wstrząsających wydarzeń.

 

Marciniak

 

Na fotografii wyżej: Soke Ryszard Murat wpisuje autorską dedykację dla podpułkownika

Marka Marciniaka w książce "Bitwa partyzancka i zagłada Kolonii Zbędowice 1942".

Niżej: uroczyste wręczenie tej książki.

   

Marciniak

 

 Bitwa

    

   Wspomniana książka "Bitwa partyzancka i zagłada Kolonii Zbędowice 1942" jest 15-tą z kolei książką Ryszarda Murata. Opublikowana została w listopadzie 2010 roku. Liczy 216 stron i 346 ilustracji.  

 

   Wywołała wielkie i pozytywne wrażenie w Regionie Puławskim, a zwłaszcza na żyjących jeszcze uczestnikach opisywanych wydarzeń, weteranach i kombatantach. Jej nakład został całkowicie wyczerpany w ciągu dwóch tygodni.

 

   W książce tej Ryszard Murat przedstawił historię pierwszego stałego polskiego oddziału partyzanckiego. Został on zorganizowany w Górach Zbędowickich, z centrum w Kolonii Zbędowice.  

  

   Góry Zbędowickie są unikalnym regionem w Polsce i matecznikiem partyzanckim. Obejmują wyniosłą na około 100 m nad otaczający obszar wysoczyznę, pociętą niezwykłym labiryntem wąwozów, urwisk i wykrotów, o największym nasileniu wąwozów w Europie. Jest to kwadrat o bokach około 10 km, leżący w miejscu, gdzie Wisła najbardziej wygina swój bieg ku wschodowi, pomiędzy Puławami i Kazimierzem Dolnym.

   

   Współorganizatorami tego oddziału partyzanckiego byli koloniści wojskowi, którzy za zasługi w POW (Polskiej Organizacji Wojskowej) i wojnie 1920 roku otrzymali wszelkie ówczesne odznaczenia państwowe (Krzyże i Medale Niepodległości, Krzyże Walecznych i Krzyże Virtuti Militari) oraz jeszcze dodatkowo w nagrodę ziemię właśnie we wspomnianych Górach Zbędowickich. Utworzone przez nich osiedle – wieś nazwano Kolonią Zbędowicką.

 

   Jednym z tych kolonistów i sołtysem tej miejscowości był Jan Murat, dziadek Ryszarda Murata. Był on też głównym współorganizatorem wspomnianego oddziału partyzanckiego, obok por. Jana Płatka ps. "Kmicic", który został komendantem.

 

   Już w pierwszym okresie okupacji hitlerowskiej oddział ten przeprowadził wielką liczbę spektakularnych akcji zbrojnych, wiążąc w Powiecie Puławskim aż 30 tys. żołnierzy (według raportu Generalnego Gubernatora Hansa Franka). Wiele akcji tego oddziału wykorzystanych zostało jako epizody w różnych odcinkach kultowego serialu "Stawka większa niż życie".

 

   Zresztą nawet postać głównego bohatera tego serialu – Hansa Klossa wzorowana jest na wspomnanym komendancie oddziału por. Janie Płatku ps. "Kmicic", który przebierał się w mundur oficera Wehrmachtu, zaś postać jego przeciwnika Hermanna Brunnera na autentycznej postaci komendanta placówki Gestapo w Kazimierzu Dolnym.

 

   W celu likwidacji tego oddziału hitlerowcy zorganizowali po raz pierwszy w okupowanej Polsce ogromną operację przeciwpartyzancką z udziałem aż 6 tysięcy żołnierzy. Kolejną operację na tak wielką skalę przeprowadzili dopiero latem 1944 roku, w Lasach Janowskich i Puszczy Solskiej.  

   
   Przed rozprawą z partyzantami w Kolonii Zbędowice hitlerowcy przeprowadzili w dniu 18 listopada 1942 roku zmasowaną akcję unieszkodliwienia rezerw partyzanckich (wywiadu i kontrwywiadu partyzantów) w okolicznych miejscowościach. W Bochotnicy, Parchatce, Włostowicach, Pożogu, Kazimierzu Dolnym i innych miejscowościach aresztowali  kilkuset konspiratorów, z których wielu rozstrzelano na miejscu. Dzień ten nazywany jest „Krwawą środą”.


   W sobotę 21 listopada 1942 roku 6 doborowych hitlerowskich batalionów pod dowództwem majora Ericha Schwiegera ruszyło na Kolonię Zbędowice. Doszło wtedy do pierwszej wielkiej bitwy partyzanckiej w Polsce.


   W jej trakcie – co jest nieprawdopodobne – oddział 36 partyzantów odniósł spektakularne zwycięstwo nad 6 tysiącami hitlerowskich żołnierzy. Hitlerowcy dostali się pod krzyżowy ogień dobrze uzbrojonych partyzantów, doskonale rozmieszczonych w wymarzonym dla nich terenie. Straty niemieckie wyniosły ponad 100 zabitych i rannych żołnierzy, a po stronie polskiej padło zaledwie 3 partyzantów.


   Polegli trzej partyzanci spoczywają na cmentarzu w Kolonii Zbędowice, zaś ich przeciwnicy leżą obecnie na wielkim cmentarzu niemieckich żołnierzy w Polesiu koło Puław, z drugiej strony Wisły.
  

 

 

Cmentarz

w Kolonii Zbędowice. Przedstawiciel Związku Piłsudczyków z Lublina,

st. wachmistrz Edmund Krawczyk spontanicznie zaciągnął wartę honorową przy pomniku wymordowanych, oddając w ten sposób hołd

 dla ich postawy i ofiary.

  

Wymordowane tu przez hitlerowców osoby były piłsudczykami, bohaterami Polskiej Organizacji Wojskowej i odzyskania niepodegłości w 1918 roku oraz wojny polsko-bolszewickiej 1918-21.  

 

Na dalszym planie

weterani partyzanccy.

21 listopada 2010 roku.

 Zbędowice
 Polesie

  

 

 

 

 

 

Wyryty w kamieniu plan imponującego cmentarza żołnierzy niemieckich w Polesiu koło Puław.

   Kolejnego dnia 22 listopada 1942 roku wspomnianych 6 tysięcy niemieckich żołnierzy otoczyło Kolonię Zbędowice i rozlokowało dookoła aż 205 uniwersalnych karabinów maszynowych MG-34 (wypluwających do 1500 pocisków na minutę, przez co siła ognia jednego karabinu równała się kompanii). Następnie osłaniany w ten sposób specjalny oddział SS do mordowania (Einsatzkommando) wymordował 84 mieszkańców Kolonii Zbędowice, w tym kobiety i dzieci, nawet poniżej 1 roku.

 

   Była to największa masakra ludności polskiej w całej północno-zachodniej Lubelszczyźnie. Z zagłady w nieprawdopodobny sposób ocalał 14-letni Józef Murat (ojciec autora książki Ryszarda Murata) i jego młodsza siostra, 8-letnia Marianna Murat. W trakcie rozstrzelania jej matka (a babka autora książki Ryszarda Murata) Balbina Murat umierając przykryła ją swoim ciałem. Było to zdarzenie nieprawdopodobne, ponieważ czterech hitlerowców strzelało do nich w plecy z odległości 1-2 m seriami (32 pociski) z niezawodnych MP (Maschinenpistole 40, nazywanych popularnie empi lub schmeisser).

 

Zbędowice

Uroczystość patriotyczno-żałobna na cmentarzu w Kolonii Zbędowice 21 listopada 2010 roku.

Na pierwszym planie Waldemar Podsiadły – sekretarz Wojewódzkiego Komitetu Ochrony Pamięci

Walk i Męczeństwa w Lublinie wręcza specjalny dyplom od Wojewody Lubelskiego Mariannie Murat (młodszej siostrze ojca Ryszarda Murata), która w wieku 8 lat ocalała tu w trakcie rozstrzelania pod ciałem swej matki. Na dalszym planie mistrzowie Karate Tsunami i działacze Federacji: ksiądz generał brygady kyoshi O. Grzegorz Badziąg OFMCap. 5 dan z Krosna w towarzystwie kapitana żandarmerii WP z Lublina, soke Ryszard Murat 10 dan i hanshi Włodzimierz Parfieniuk 8 dan (wiceprezydent Federacji Tsunami Renmei oraz przewodniczący Głównej Komisji Rewizyjnej Polskiej Federacji

Dalekowschodnich Sztuk i Sportów Walki).

 

cmentarz

Uroczystość patriotyczno-żałobna na cmentarzu w Kolonii Zbędowice 21 listopada 2010 roku.

Patronat nad tą uroczystością objęli: Wojewoda Lubelski, Marszałek Województwa Lubelskiego, Prezydent Miasta Puławy i Burmistrz Kazimierza Dolnego. Mszę św. polową odprawia ksiądz generał brygady kyoshi O. Grzegorz Badziąg OFMCap. 5 dan z Krosna. Wokół ołtarza polowego partyzanccy weterani i poczty sztandarowe organizacji kombatanckich. W tym miejscu w niedzielę 22 listopada 1942 roku hitlerowcy wymordowali 84 mieszkańców Kolonii Zbędowice za udział w ruchu oporu i w odwecie

za przegraną bitwę z partyzantami. Symboliczne znaczenie ma fakt, że dokładnie tego samego dnia nastąpił przełom w II wojnie światowej: Armia Czerwona zamknęła pierścień okrążenia wokół

niemieckich wojsk pod Stalingradem, zaś wojska brytyjskie ostatecznie przełamały

niemiecki front w bitwie pancernej pod El-Alamejn.

  

   Na okładkach wspomnianej książki przedstawieni zostali niemieccy żołnierze w trakcie rozstrzeliwania i obsługiwania wspomnianych karabinów maszynowych MG-34.

 

   Partyzanci wybili później wszystkich hitlerowskich morderców, uczestniczących w tej zagładzie. W celu likwidacji jednego z nich Johanna Luciusa specjalnie zdobyli nawet 18 lutego 1944 roku miasteczko Zwoleń (oprawca ten w nagrodę został bowiem mianowany niemieckim burmistrzem Zwolenia).


   Partyzanci z tego oddziału w ramach zemsty wybili również w miejscowości Wierzchoniów konwój Gestapo, którym jechał jeden ze współodpowiedzialnych za wspomnianą zagładę - zastępca szefa Gestapo z Lublina.

 

   Dwa pododdziały z tego oddziału (dowodzone przez J.Politowskiego ps. "Wietrzyk" i W.Mizaka ps. "Skała") uczestniczyły również w głośnym wysadzeniu niemieckiego pociągu wojskowego pod Gołębiem 12 września 1943 roku. Polscy partyzanci wysadzili wówczas 56 wagonów wypełnionych rakietami Nebelwerfer (niem. "miotacz mgły"), wywołując największą eksplozję w czasie całej II wojny światowej.

 

   Poniesione wówczas straty Niemcy oceniali pod względem bojowym na równowartość 4 dywizji Wehrmachtu. Rakiety te były nową "cudowną bronią" niemiecką, wiezioną do wykorzystania na front wschodni. W czasie powstania warszawskiego broń tę nazywano "krowami" i "szafami".

 

   W trakcie uroczystości patriotyczno-żałobnej na cmentarzu w Kolonii Zbędowice 21 listopada 2010 roku soke Ryszard Murat otrzymał specjalny prezent – pamiątkę z wysadzenia tego pociągu. Jest to zabytkowe końskie chomąto, które wręczyli mu w podziękowaniu za jego pracę - „koński trud”, jak stwierdzili - dwaj partyzanccy kombatanci, członkowie Stowarzyszenia byłych Żołnierzy Batalionów Chłopskich Oddział Puławy: kpt. Zygmunt Dzięgiel i por. Edward Stachyra. Obecnie zabytek ten wisi w honorowym miejscu w Honbu Dojo (Centralnej Szkole Karate Tsunami) w Warszawie.

 

chomąto
Wręczenie Ryszardowi Murat zabytkowego chomąta przez partyzanckich kombatantów z Regionu Puławskiego: kpt. Zygmunt Dzięgiel i por. Edward Stachyra. Na fotografii widoczni są również (od lewej): st. wachmistrz Edmund Krawczyk (Lublin) – reprezentant Związku Piłsudczyków, Oddział w Lublinie,

mjr Jan Rybak (Żyrzyn) – przedstawiciel środowiska oficerów WP, ksiądz generał brygady O.Grzegorz Badziąg OFMCap. (Krosno) – kapelan Karate Tsunami, który odprawił mszę polową,

hanshi Włodzimierz Parfieniuk 8 dan (wiceprezydent Federacji Karate Tsunami Renmei).

 

   Kpt. Zygmunt Dzięgiel stwierdził wówczas, że nie jest to zwykłe chomąto, lecz autentyczny zabytek partyzancki, ponieważ „brało udział” w słynnym wysadzeniu pociągu pod Gołębiem. Było własnością jego ojca Pawła Dzięgla, który użyczył je – wraz z koniem, przyzwyczajonym do wybuchów i furmanką – komendantowi placówki BCh w Witowicach Aleksandrowi Kowalskiemu, do wywiezienia spod Gołębia spodziewanych zdobycznych granatów i dyżurnego ruchu Jana Chołaja z AK (dzięki niemu wysadzono właściwy pociąg).

   Wywiad partyzancki BCh ustalił, że nocą 12 września 1943 roku z Dęblina do Lublina będzie jechał ogromny (56 wagonów) niemiecki pociąg wojskowy z „granatami”, wiezionymi na front wschodni. W warunkach okupacyjnych granaty miały dla partyzantów wagę złota, wobec czego postanowili opanować ten pociąg. Akcję przeprowadziło puławskie zgrupowanie oddziałów BCh (w liczbie 138 żołnierzy) pod dowództwem płka Stefana Rodaka ps. „Rola” (a w nim dwa oddziały, biorące udział w bitwie pod Kolonią Zbędowice – Józefa Politowskiego ps. „Wietrzyk” i Władysława Mizaka ps. „Skała”, oraz oddział ze zgrupowania „Ośki” z Regionu Zwoleńskiego).
   Gdyby partyzantom udało się zdobyć tak wielką liczbę granatów, szczególnie dla nich użytecznych, to prawdopodobnie Niemcy przestaliby panować w Regionie Puławskim i Zwoleńskim. To właśnie z tego powodu, aby mieć udział w zdobycznej puli, na akcję przybył nawet wydzielony oddział ze zgrupowania „Ośki” z Regionu Zwoleńskiego.
   Zaplanowano wysadzenie dwóch lokomotyw pociągu w lesie pod Gołębiem, wybicie niemieckiej ochrony i wywiezienie przygotowanymi furmankami jak największej liczby granatów. Do tego właśnie celu użyto wspomniane chomąto.
   Akcja powiodła się w pełni (wysadzono lokomotywy, wybito bez strat własnych 17 członków niemieckiej ochrony pociągu i opanowano pociąg), ale – ku rozpaczy partyzantów – okazało się, że owe „granaty” są wielkokalibrowymi pociskami rakietowymi do wyrzutni Nebelwerfer (w powstaniu warszawskim nazywanych „krowami” lub "szafami"). Była to tajna niemiecka broń nowej generacji, której nie znali wówczas partyzanci, a nawet większość żołnierzy niemieckich. Na podstawie wyglądu tych "granatów" partyzanci uznali, że są to pociski artyleryjskie do najcięższych armat kolejowych typu „Gruba Berta” - dla nich nieużyteczne i podpalili 56 wypełnionych nimi wagonów. Rozpętali kanonadę - piekło, nie mające równych w czasie wojny na całym świecie.
   Z palących się i rozrywających się wagonów rakiety Nebelwerfer startowały w wielkiej liczbie przez pół nocy, latając nad okolicą i wybuchając także w Puławach i Dęblinie, również w Górach Zbędowickich. Nawet Niemcy nie rozumieli, co się stało, kojarząc to piekło z alianckim nalotem dywanowym na ogromną skalę. Z tego względu w garnizonach w Dęblinie i Puławach otworzyli zmasowany ogień z dział przeciwlotniczych do wyimaginowanych samolotów wroga, w Puławach doszło do wymiany ognia między jednostkami niemieckimi i Ostlegionem (jednostką kolaboracyjną złożoną z b. jeńców z Armii Czerwonej, którą Niemcy posądzili wówczas o bunt i atak na nich), a 2-tysięczny oddział niemiecki zbiegł z koszar w pobliżu Gołębia.
   Także partyzanci uciekali w kierunku Bałtowa i Koziego Boru, czołgając się 8 km pod wybuchającymi w lesie rakietami. Akcja ta była największym wysadzeniem pociągu i równocześnie największą kanonadą w całej II wojnie światowej (a mało znaną polskiemu społeczeństwu). Była też ogromnym ciosem w niemiecki potencjał wojenny, ponieważ zniszczone rakiety hitlerowcy oceniali jako równowartość bojową kilku dywizji Wehrmachtu.
   Wymieniony Jan Chołaj (AK) przewieziony został furmanką z użyciem opisanego chomąta w bezpieczne miejsce. Odegrał on kluczową rolę w wysadzeniu pociągu. Niemcy (posiadający wielu szpiegów) rozszyfrowali plan partyzancki i umyślnie puścili na ich miny pociąg pasażerski zamiast wojskowego. Jan Chołaj jako dyżurny ruchu w Gołębiu dał jednak znak partyzantom, że to nie ten pociąg, wskutek czego uratował pociąg pasażerski, a partyzanci wysadzili właściwy pociąg wojskowy.
   Epizod ten stał się kanwą jednego z odcinków kultowego serialu „Stawka większa niż życie”, w którym rolę Jana Chołaja odegrał jednak fikcyjny Hans Kloss, ratując pociąg pasażerski i kierując na partyzanckie miny pociąg wojskowy.

 

 Nebelwerfer  Stawka

Od lewej: pierwsza wersja wyrzutni rakietowej Nebelwerfer (niem. "Miotacz mgły") wz. 41, o kalibrze

150 mm. Kolejne wersje miały kabiber 210, 280, 300 i 320 mm. Pociski miały wagę od 34,7 do 125,6 kg. Od prawej: kadr z kultowego serialu "Stawka większa niż życie" – z odcinka, w którym przedstawiony

 jest epizod z wysadzenia niemieckiego pociągu wojskowego zamiast pasażerskiego.


   Kpt. Zygmunt Dzięgiel dodał, że w celu „zwiększenia zabytkowej wartości chomąta”, dodatkowo ozdobił je trzema kółkami i dziesięcioma guzami, wykonanymi z zebranych łusek pocisków rakietowych Nebelwerfer spod Gołębia.

 

   W trakcie wspomnianej uroczystości patriotyczno-żałobnej na cmentarzu wymordowanych i poległych partyzantów 21 listopada 2010 roku gwiazdą stał się Anh Tuan Truong - kierownik polskiego oddziału stylu vinh xuan, członek Głównej Komisji Rewizyjnej Federacji i przewodniczący Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Wietnamczyków w Polsce.

  

   Wystąpił jako przedstawiciel Ambasadora Wietnamu i wzruszył do łez obecnych kombatantów, gdy zaśpiewał ich ulubioną pieśń partyzancką "Rozszumiały się wierzby płaczące". Z uroczystości tych TVK Puławy przygotowała specjalny program telewizyjny, a wystąpienie Anh Tuan Truonga stało się jednym z głównych wątków tego programu.

 

Truong

Wystąpienie Anh Tuan Truonga na wspomnianej uroczystości partyzanckiej.

Kadr z programu telewizyjnego.

 

Prezydent Puław 

Przemówienie na wspomnianej uroczystości partyzanckiej Prezydenta Puław Janusza Grobla.

Obok niego Wiceprezydent Puław Ewa Wójcik. Z prawej strony widoczny generał brygady ksiądz

O. Grzegorz Badziąg OFMCap. 5 dan – kapelan Federacji Tsunami, który odprawił na tej uroczystości mszę polową. Od lewej widoczni są również: Edmund Krawczyk ze Związku Piłsudczyków Oddział

w Lublinie, Franciszek Czarnecki - sołtys Zbędowic i radny Miasta i Gminy Kazimierz Dolny

oraz mjr Jan Rybak (Żyrzyn) - reprezentant środowiska oficerów WP i sekretarz Społecznego

Komitetu Pamięci Bitwy partyzanckiej i zagłady Kolonii Zbędowice 1942.

Kadr z programu telewizyjnego.  

     

Honbu
Mistrzowie i weterani judo i jiu-jitsu na spotkaniu z soke Ryszardem Muratem 10 dan w Honbu Dojo

 12 kwietnia 2011 roku na tle kakemono. Od lewej: mjr Piotr Halladin 8 dan jiu-jitsu i 4 dan judo

 i ppłk Marek W. Marciniak 6 dan jiu-jitsu i 3 dan judo. Kakemono jest tradycyjnym zwojem

 z artystycznie wykaligrafowanymi ideogramami Tsunami. Autorem kaligrafii na widocznym

 kakemono jest prof. Tsuneo Okazaki, nauczyciel jęz. japońskiego soke Ryszarda Murata.

Zwój taki wisi w każdym miejscu treningów Karate Tsunami. 

 

   Soke Ryszard Murat także przez długi czas uprawiał judo, między innymi u Tadeusza Ślepeckiego w Kutnie, Macieja Sikorskiego w Łowiczu i w Warszawie u Tadeusza Kochanowskiego 10 dan jiu-jitsu i 5 dan judo (pierwszego prezesa Polskiego Związku Judo), Jana Ślawskiego 8 dan jiu-jitsu i 6 dan judo (wieloletniego sekretarza generalnego Polskiego Związku Judo) i Antoniego Zajkowskiego (pierwszego polskiego medalisty olimpijskiego w judo). 

   

   A oto kilka słów na temat przybyłych mistrzów: 

 Halladin

 

 

 

 

 

 

Mistrz Piotr Halladin

8 dan jiu-jitsu i 4 dan judo

(od prawej) i soke Ryszard Murat 10 dan w Honbu Dojo 16 lutego 2010 roku.

   Mistrz Piotr Halladin ma 65 lat (ur. 1946) i jest jednym z weteranów judo o najdłuższym stażu (od 1962 roku). Był wielokrotnym medalistą różnych mistrzostw judo, a także jest zasłużonym trenerem.


   Absolwent Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu. Przez 23 lata zajmował się szkoleniem w Wojsku Polskim, potem przez 7 lat w Policji, a od 8 lat zajmuje się szkoleniem pracowników ochrony Muzeum Narodowego i Zamku Królewskiego w Warszawie.

   
   Łącznie przeszkolił w zakresie samoobrony w oparciu o judo ponad 10 tysięcy osób: żołnierzy WP, funkcjonariuszy Policji, strażników miejskich, agentów ochrony osobistej, wszystkich funkcjonariuszy Straży Leśnej, Straży Parków Narodowych, Straży Granicznej, strażników Poczty Polskiej, Żandarmerię Wojskową oraz słuchaczy Centrum Szkolenia Policji w Legionowie.

 

   Uzyskał stopień kapitana w Wojsku Polskim i stopień podinspektora (majora) w Policji.

 

 Chwyty  Chwyty

   Występował jako sparringpartner na fotografiach do głośnej książki wspomnianego wielkiego mistrza Krzysztofa Kondratowicza: "Chwyty obronne. Samooobrona dla wszystkich" (WMON, wydanie I – Warszawa 1974). Był też współautorem podręcznika: "Przewodnik do ćwiczeń z przedmiotu Taktyka i Techniki Interwencji Policyjnych" (Centrum Szkolenia Policji).

   

 

Wybrane strony z głośnej książki mistrza Krzysztofa Kondratowicza: "Chwyty obronne. Samooobrona dla wszystkich" (WMON, wydanie I – Warszawa 1974). Techniki prezentują: Krzysztof Kondratowicz i Piotr Halladin.

   Przedstawiał pokazy samoobrony i judo przed wieloma znanymi osobistościami, między innymi Edwardem Gierkiem (I sekretarzem KC PZPR), Lechem Wałęsą (prezydentem RP), Wojciechem Jaruzelskim (Ministrem Obrony Narodowej i prezydentem RP), gen. Zygmuntem Berlingiem (dowódcą I Armii WP w ZSRR), Mieczysławem Wachowskim (ministrem w Kancelarii Prezydenta L.Wałęsy) oraz wieloma ministrami polskimi i z innych krajów.  

 Marciniak

 

 

 

    

  

 

Mistrz Marek Marciniak

6 dan jiu-jitsu i 3 dan judo

(od prawej) i soke Ryszard Murat 10 dan w Honbu Dojo

16 lutego 2010 roku. 

   Mistrz Marek W. Marciniak ma lat 58 (ur. 1953) i jest również jednym z weteranów judo (od 1968 roku). Był wielokrotnym medalistą różnych turniejów judo, a także jest zasłużonym trenerem.


   Absolwent Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu. Trener I klasy judo. W latach 1978-1992 był trenerem w UWKS WAT w Warszawie, a w latach 1980-1984 asystentem trenera kadry narodowej judo mistrza Ryszarda Zieniawy.


   Pracował między innymi:

  • w Wojskowej Akademii Technicznej (1978-1985) jako starszy wykładowca wf,
  • w CWKS Legia Warszawa (1985-1996) jako między innymi kierownik sekcji piłki nożnej i szkoleniowiec w zakresie walki wręcz,
  • w Wojskowym Instytucie Medycyny Lotniczej (1996-1997) jako starszy asystent,
  • w Dowództwie Wojsk Lądowych (1997-2006) jako starszy specjalista ds. wf i sportu, a przez 6 lat jako szef Zespołu Dyżurnego Służby Operacyjnej Wojsk Lądowych,
  • w Wyższej Szkole Edukacja w Sporcie (od 2006 roku) jako wykładowca sportów walki.

   W trakcie swojej służby wojskowej (oprócz zawodników sportowych) przeszkolił kilka tysięcy osób w zakresie walki wręcz: żołnierzy WP, funkcjonariuszy Policji i pracowników ochrony osobistej.


   Był autorem i współautorem szeregu publikacji na temat judo, samoobrony i walki wręcz w wojsku oraz wśród dzieci i młodzieży.

 

   Przedstawiał pokazy samoobrony i judo przed wieloma znanymi osobistościami, między innymi  Wojciechem Jaruzelskim (Ministrem Obrony Narodowej i prezydentem RP), Wojciechem Okońskim (Ministrem Obrony Narodowej), Aleksandrem Łuczakiem (wicepremierem i ministrem rolnictwa), Mieczysławem Wachowskim (ministrem w Kancelarii Prezydenta L.Wałęsy) i generalicją Wojska Polskiego.


   Uzyskał stopień podpułkownika w Wojsku Polskim.

 

   W przyszłości przedstawimy szerzej sylwetki wymienionych mistrzów judo i jiu-jitsu i równocześnie przyjaciół soke Ryszarda Murata oraz Karate Tsunami.

 

   Artykuł ten zamieszczony został także na internetowej stronie Polskiej Federacji Dalekowschodnich Sztuk i Sportów Walki: www.federacjasztukwalki.pl




Użyte tu fotografie i teksty należą do właściciela tej strony.
Kopiowanie lub wykorzystywanie jakichkolwiek fotografii
lub fragmentów tekstu bez pisemnej zgody właściciela strony jest zabronione.
Naruszenie tych praw w razie ujawnienia grozi odpowiedzialnością cywilną i karną.
Odwiedzin:
3271678
 realizacja: =weBZet=  telefon/phone: [48] 22 615-71-46 e-mail:ryszard.murat@gmail.com